Książki dla dzieci, Książkoholiczka

Och! książka pełna dźwięków – o co w niej właściwie chodzi?

Dzisiaj udało mi się znaleźć chwilę, aby napisać dla Was coś nowego. Słów parę o książce, która ostatnio robi furorę u mnie w gabinecie! Autorem tak naprawdę jest artysta, a nie pisarz. Przedstawia on swoje myśli czy emocje w sposób graficzny, tak właśnie komunikuje się małym czytelnikiem.

Znacie kultową już pozycję Naciśnij mnie Herve Tullet-a? Nie? Ja widziałam ją nie raz, ale jakoś mnie nie zachwyciła … wszystko zmieniło się kiedy przyjrzałam się drugiej cześć pt. Och! Książka pełna dźwięków… Zmieniłam podejście do książek wychodzących spod ręki Tullet-a. Było to tak….

Zabrałam ją dość niechętnie na zajęcia… Wertując jej kartki myślałam sobie: czym ci wszyscy ludzie się zachwycają? Tymi kropkami? Toż więcej wyrażeń dźwiękonaśladowczych mogę poćwiczyć na podstawie książki ze zwierzętami! Jakoś zmysł kreatywnego terapeuty w tym momencie mnie zawodził. Jak ją wykorzystać do nauki, zabawy czy terapii? Co ona wnosi?

Postanowiłam pokazać ją moim małym przyjaciołom w gabinecie, którzy już nie raz wiele mnie nauczyli. Kilkakrotnie przekonałam się, że dzieci widzą więcej niż my – dorośli… Znam przepiękną historię Małego Księcia, czytałam ją wiele razy, także jako dorosła kobieta. Myślałam wtedy, że ja na zawsze pozostanę dzieckiem i zrozumiem każde dziecko. O ja naiwna!!! Ile ja jeszcze muszę się nauczyć.

Owa książka stała grzecznie na mojej gabinetowej półce, a ja nie za bardzo miałam pomysł jak ją wpleść do zajęć. W końcu się udało… Zajęcia z Anią (imię zmienione) dały nam okazję przyjrzenia się tej pozycji bliżej. Ania jest dziewczynką 6-letnią bez żadnych głębszych zaburzeń, uczęszcza na moje zajęcia ze względu na seplenienie międzyzębowe i głównie naukę czytania. Pod koniec jednych z zajęć pokazałam Ani książkę. Dziewczynka ochoczo zaczęła wertować jej strony, a ja czytałam umieszczony tekst. I co? Ania była zachwycona, a ja doznałam olśnienia! Wybór TEJ książki dla TEJ konkretnej dziewczynki także okazał się strzałem w dziesiątkę. Ania jest osobą nieśmiałą, raczej cichutką, kiedy coś opowiada robi to „pod noskiem”. A tu? Na końcu zajęć obie byłyśmy zdziwione jak głośno potrafi mówić! Dziewczynce tak się spodobała ta interakcja z książką, że namówiła mamę na zakup pierwszej części i przyniosła ją na kolejne zajęcia. Nie jest ważne to, że poprzednia część to raczej mniej „zaawansowana” książka w porównaniu do Och! Ale liczy się fakt, jak bardzo jej się spodobała ta forma aktywnej zabawy.

Ale, że o co tu chodzi?                 

Już wyjaśniam co to za olśnienia doznałam 🙂 Książka, jak możecie zobaczyć, zawiera w sobie głównie kropki i krótkie zdania na każdej stronie. Zadaniem dziecka jest wypowiadać OCH za każdym dotknięciem niebieskiej kropy. Ktoś powie: bez szału! Ale… kropki zmieniają się, – raz są większe – wtedy mówimy głośniej, raz mniejsze- wtedy ciszej, czasem kropka się rozmywa i trzeba głos ściszyć. Kropka niekiedy się trzęsie, a nasz głos wraz z nią! Przeskakujemy palcem z jednej kropki na drugą, wypowiadając króciutkie och, możemy też mówić je szybko lub wolno. W pewnym momencie pojawia się kolejny bohater – czerwona kropka, do której przypisany jest dźwięk ACH! Teraz już musimy być nieco bardziej czujni, żeby się nie pomylić. Trzeba mówić jak roboty, lub śmiać się do łez, a nawet ryczeć jak straszny zwierz. Pojawia się kolejna kropka – żółta- o imieniu ŁAŁ i zaczyna się zaawansowana zabawa… 🙂

Zauważyliście jak rozwija ona dzieci i jak pomogła mi w przypadku Ani?

otóż:

– Ania jest już dużą dziewczynką i doskonale wie, kiedy chce ją podejść, aby coś wyćwiczyć! Wymyślam co rusz coś nowego, często nieprzypominającego zadań terapeutycznych a raczej zabawę ale…. Tutaj sama forma książki bardziej ją otworzyła, ja byłam narratorem, a to ona wchodziła w interakcje z książką. Różnicowała swoim głosem dźwięki, nie patrząc w moim kierunku, aby upewniać się czy dobrze to robi.

– książka prezentuje bogaty wachlarz ćwiczeń aparatu mowy oraz modulacji i natężenia głosu. Tak oto w zabawny sposób ćwiczymy warstwę prozodyczną mowy, która jest niezbędna do właściwego nadawania komunikatu. Kiedy pozbawilibyśmy jej naszych wypowiedzi, to np. zdanie „jestem okropnie wkurzona!” nie brzmiałoby tak samo… To bardzo ważny element naszej mowy!

– ponieważ mamy trzy kropeczki o różnych imionach, to musimy być mocno skoncentrowani, aby nie pomylić się w ich nazywaniu, szczególnie kiedy trzeba to zrobić bardzo szybko, przeskakując paluszkiem z jednej na drugą, odpowiednio ją nazywając. Ćwiczy to koncentracje i koordynację 🙂

– ja dopatruję się w niej także wielu okazji do ćwiczeń wzrokowych m.in. sekwencji czy poszukiwania konkretnej wielkości kropki. Ćwiczymy także koordynację wzrokowo-ruchową, dzięki temu, że angażujemy palec (jego ruch).

Idąc za ciosem, pokazałam ją także Krzysiowi (imię zmienione), który jest autystykiem wysokofunkcjonującym i ma 10 lat. Z chłopcem często ćwiczymy emocje, które wyrażane są właśnie przez intonacje czy modulacje głosem. Jeśli nawet spotkamy kogoś, kogo nie jesteśmy w stanie zrozumieć, bo mówi do nas w obcym dla nas języku, to z łatwością zrozumiemy kiedy jest smutny, przestraszony czy zagubiony. Powie nam o tym nie słowo które wypowiada, a to JAK do nas mówi. Dzieci autystyczne często mają z tym problem, dlatego zyskałam kolejny materiał ćwiczeniowy dla Krzysia.

Pokazałam ją także 4-letniemu Igorowi (imię zmienione), z opóźnionym rozwojem mowy. Przydała się nam do rozpoznawania i nazywania kształtów czy kolorów oraz liczenia.

Czy to książka terapeutyczna?

Nie- ale ja ją tak wykorzystałam. Lubię w terapii czerpać z czegoś, co nie jest do końca nazwane jako pomoc terapeutyczna czy logopedyczna. To zdecydowanie książka interaktywna! Wchodzi w relacje z dzieckiem, angażując go do jej aktywnego czytania. Grafika jest bardzo prosta, dzięki czemu nie rozprasza uwagi dziecka. Może nam się wydawać, że panuje w niej ogromny chaos, jednak jest dobrze przemyślana i ułożona w taki sposób, by każda strona ćwiczyła z dzieckiem wyrażenia dźwiękonaśladowcze, a co najważniejsze sposób ich wyrażania.

Czy można z niej korzystać w domu?

Jak najbardziej. Ponieważ mój Franio nie jest nią jeszcze zainteresowany, to pokazałam ją mojej 5-letniej chrześnicy. Miała ubaw po pachy, a ja zacierałam rączki, że ćwiczę z nią jak można mówić cicho znacznie dłużej niż 1 sekundę ;p Dziecko skorzysta z tej interaktywnej książeczki więcej niż może nam się wydawać. Tak jak już wspomniałam wyżej, w domowych warunkach ćwiczymy m.in. prozodię mowy, bez potrzeby wizyty u logopedy.

Dla kogo polecam tę książkę?

Jeśli chodzi o naukę podstawowych kolorów czy kształtów to raczej wystarczy część pierwsza Naciśnij mnie!. Ale jeśli macie część drugą w domu to także warto z niej skorzystać. Docelowo to zbyt mały materiał do ćwiczenia tych elementów. Polecam ją dla dzieci 4+, które bardziej zainteresują się taką formą czytelnictwa aktywnego.

 

poniżej link do prezentacji książki na kanale YT 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *